letniwiatr.pl

Tratwą przez Bałtyk – Łeba 1957 rok – oj działo się działo…

tratwa-do-szwecji-01
Łeba 1957 rok – oj działo się działo
Ponad 50 lat temu, w oceanie zakazów, gdy nieznane jeszcze były słowa „sponsor” i „marketing”, a wyjazd do Czechosłowacji stanowił wydarzenie rangi krajowej, Andrzej Urbańczyk, mieszkaniec Łeby, student Politechniki Gdańskiej, postanowił wraz z trójką innych narwańców przepłynąć świerkową tratwą cały „bezkresny” Bałtyk.
tak wspomina te czasy Kapitan – widok Bałtyku w urokliwej Łebie lat 1950., z perspektywy bronowanych plaż i otaczających je drutów kolczastych, tylko dobijał człowieka. Sparaliżowany i zbiurokratyzowany jachting, drabina stopni żeglarskich oraz wszechobecny nadzór WOP odstraszały od skomunizowanych jachtklubów.
Nie potrafiłbym wtedy zbudować porządnej żaglówki, ale gdyby jednak – i tak nie przeszedłbym sita nadzorów.
Mój patent sternika III klasy również niczego nie dawał.
Z drugiej strony zew przygody był silniejszy od zniewolenia, zaś jako enklawa swobody pojawiła się tratwa.
Pomysł był jak objawienie.
Opinię tę podzieliło trzech niezwykłych ludzi, a nie byli to koledzy z akademika czy kolesie z łebskiej przystani, lecz:
inżynier radiotechnik Stanisław Kostka (l.26)
lekarz Jerzy Fischbach (l.26)
Czesław Breit, dziennikarz partyjnej „Gazety Krakowskiej” (l.31)
Lasy Państwowe – podarowały nam sześć ogromnych, dziesięciometrowych pni świerkowych.
Marynarka Wojenna – uszyła żagle i wypożyczyła radiostację.
PLO – ofiarowało liny, sprzęt ratunkowy i apteczkę.
Instytut Medycyny Lotniczej – lotnicze kamizelki ratunkowe, takąż dinghy oraz odsalacze wody morskiej.
Do tego krakowscy piekarze dorzucili dwa worki sucharów.
Oczywiście, nasza „rebelia” wywołała furię Polskiego Związku Żeglarskiego, który usiłował zniszczyć pomysł rejsu faryzejskim straszeniem przed „pewną śmiercią czterech młodych ludzi”.
Gdy tratwa „Nord” została zbudowana, pokazana przez Polską Kronikę Filmową, opisana w licznych reportażach i sprawdzona w dwóch rejsach przybrzeżnych – nie było siły, która mogłaby nas zatrzymać w porcie.
Jesienią 1957 roku 4 odważnych żeglarzy postawiło sobie za cel wyzwanie pokonania dystansu dzielącego Łebę z wybrzeżem Szwecji drogą morską na… samodzielnie skonstruowanej tratwie – 7 września w sztormowej pogodzie dotarli do wyspy Lilla Karlsoe.
__b_DSCN0798
Świerkowy Nord miał 10 metrów długości i 4,5 metra szerokości, ożaglowanie zamykało się w 30 m ², co pozwoliło pomieścić czteroosobową załogę.
Tratwa zbudowana była z 6 świerkowych pni, powiązanych linami (na nich nadbudowana kajuta dla załogi), napędzana była wyłącznie siłą wiatru.
Tuż po wyprawie – „Sztandar Młodych” napisał:
„Największym osiągnięciem tych czterech młodych żeglarzy jest to, że w ogóle udało się im wypłynąć…”
Prawda, najprawdziwsza prawda. Panujący system nie przewidywał bowiem żeglowania po morzach, ani podróży do innych krajów – elementarnych praw wolnego człowieka.
Wyczyn miał być powtórzony w 2005 roku, zbudowano replikę tratwy, lecz rejs z przyczyn technicznych (warunki pogodowe) nie odbył się, a replikę świerkowej tratwy podziwiać możemy w porcie jachtowym w Łebie.
Dla upamiętnienia wyprawy nazwę:
 „Nabrzeże Świerkowej Tratwy Nord”
we wrześniu 2003 roku  – nadano Nabrzeżu Portu Jachtowego w Łebie

tratwy-bg2_2_Fot-archiwum_Andrzeja_Urbanczyka- 195x 290

Kapitan Andrzej Urbańczyk…

Podróżujący na jachtach po całym świecie, często samotnie z kotem Myszołowem.

Na pierwszy rejs wyruszył na tratwie Nord 28 sierpnia 1957 roku. Obecnie mieszka w Kalifornii (lub na morzu). Do niedawna często pomijany przy wyliczaniu polskich żeglarzy, gdyż opuścił Polskę w sposób niezgodny z obowiązującymi na początku lat 70 przepisami.

Wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako światowy rekordzista w samotnych rejsach. (ponad 75 000 mil morskich w samotności). Jako jedyny Polak przepłynął ponad 100 tys. mil pod żaglami na wszystkich oceanach (więcej niż Krzysztof Baranowski).

W samotnych rejsach spędził łącznie 750 dni. Jest autorem ponad 30 książek marynistycznych.

Dodaj komentarz

Identyfikator *
E-mail *
Witryna internetowa